Czy w pracy można być sobą ?

Bez niej nie mielibyśmy środków do życia. To właśnie tu spędzamy przeważnie aż czterdzieści godzin tygodniowo, a czasem więcej. Mimo, że niejednokrotnie spędza nam sen z powiek, denerwuje na różnych płaszczyznach, nie wyobrażamy sobie innego scenariusza.

Praca jest jednym z najważniejszych życiowych elementów, czynnikiem, bez którego życie traci sens, czujemy się bezwartościowi i niepotrzebni. To jednak też takie miejsce, które zwykle wymaga od nas dostosowania do zasad tam panujących, co wiąże się z „zakładaniem życiowej maski”, czyli pełnieniem pewnej roli, która jest zupełnym przeciwieństwem tego, jacy jesteśmy w rzeczywistości. Czy zastanawialiście się, czy może być inaczej i np. czy w pracy można być sobą?

Czy w pracy można być sobą?

Rola pracy w życiu

Praca ma ogromny wpływ na nasze samopoczucie. To miejsce, gdzie powinniśmy się rozwijać na gruncie zawodowym, czuć się potrzebni, czuć, że mamy wpływ na decyzje. Częściej jest jednak tak, że pojawiają się kłopoty, sytuacje stresujące. Wtedy frustrujemy się, a po opuszczeniu miejsca pracy przynosimy złość do domu, dzieląc się nią z najbliższymi. Powoduje to rozprzestrzenianie się złej energii i niekorzystnie wpływa na relacje, a także zdrowie. Taka sytuacja pojawia się, gdy wykonujemy obowiązki bez zaangażowania, bez pasji, przychodzimy, by odsiedzieć osiem godzin. To powoduje, że zapominamy o potrzebie samorealizacji.

Pęd do kariery i przepracowanie

Pęd do kariery i przesyt informacjami powodują, że jesteśmy przepracowani. Świat zawodowy jest coraz bardziej wymagający, coraz więcej czasu i energii potrzeba, żeby przetrwać w pracy – osiągać cele i pokonywać problemy. Słusznie narzekamy – korporacja, właściciel, przemęczenie, pośpiech, wypalenie, trudni szefowie i klienci, konkurencja, brak czasu i energii dla bliskich… Najbardziej jednak w tym wszystkim zaniedbujemy samych siebie. Marzymy, by uciec od tego chaosu – na swoje, na urlop, albo chociaż na chwilę gdziekolwiek. Po powrocie – ponownie rutyna i stres. Chyba że przywykniemy – co przecież jeszcze smutniejsze. Mamy nieodparte wrażenie, że coś poszło nie tak…

Dziecięce wyobrażenie o pracy

W dzieciństwie każdego z nas był taki moment, że zapytano nas, kim chcielibyśmy zostać jak dorośniemy. Nieustraszonym strażakiem, strzegącym bezpieczeństwa policjantem, pomagającym ludziom lekarzem, dzielącym się wiedzą i pasją nauczycielem? Krótko mówiąc osobą, która cieszy się tym, co robi, spełnia się zawodowo i chce działać w imię dobra. Jest potrzebna, wartościowa, szanowana.

Już w dzieciństwie rozumiemy, że praca, którą wybierzemy, jej forma, nasze otoczenie i atmosfera zdefiniują nasze życie. Później nasze losy toczą się różnie – decyduje przypadek, wpływ różnych ludzi, okazje. Niezwykle rzadko dochodzimy do momentu, w którym gotowi jesteśmy samym sobie uczciwie powiedzieć że w pracy przede wszystkim chcemy być sobą: rozeznać swoje talenty, potrzeby i wartości, iść za tym, co uskrzydla i cieszy, a zostawić to, co nuży i wypala. A gdy już sobie tak postanowimy, w krótkim czasie orientujemy się, że to tylko marzenie nierealne do spełnienia, utopia.

Praca a życie prywatne

Pracujemy dla pieniędzy, nie dla siebie i po to, by zainwestować dopiero w te ważniejsze aspekty. Wielu z nas automatycznie oddziela pracę od życia prywatnego, nie wyobrażając sobie połączenia tych dwóch sfer. Zakładamy, że realizujemy powierzone zadania przez osiem godzin dziennie, a po opuszczeniu miejsca pracy staramy się o nich zapomnieć i zająć naszym codziennym życiem – domem, rodziną, najbliższymi, czy pasją. Wtedy jesteśmy sobą, czujemy się dobrze i sami podejmujemy decyzje. Natomiast w pracy zazwyczaj pełnimy jakąś rolę i wyposażamy się w pasującą do niej maskę. Czy jest to słuszne podejście?

Profesjonalizm w pracy

Dlaczego zakładamy w pracy maski? Tradycyjnie oczekuje się od pracowników tzw. profesjonalizmu, który jest postawą adekwatną do zajmowanego stanowiska. Raczej nie ma tu miejsca na okazywanie uczuć czy przywoływanie prywatnych doświadczeń. Mamy skupiać się na efektywności i skuteczności realizacji wyznaczonych zadań. Kontakty i rozmowy toczą się wokół tematów firmowych. Relacje prywatne powinny być utrzymywane w strefie „po pracy” albo w najlepszym wypadku w ramach przerw na lunch lub kawę. Swoboda komunikacji z innymi jest ograniczona różnicą w poziomach zajmowanych w hierarchii. Decydują nieliczni, pozostali wykonują polecenia. Siłę decydentów wzmacniają widoczne atrybuty władzy (biuro, samochód, sekretariat, przywileje). Każdy powinien znać swoje miejsce.

Wymarzona praca

Pewnie już domyślacie się, że opisane powyżej przypadki dotyczą organizacji hierarchicznych, którymi wciąż jest większość polskich firm. Tam nie ma szans być sobą.

Środowisko pracy, w którym każdy ma prawo być w pełni sobą umożliwiałoby bezproblemowe okazywanie swojego charakteru, doświadczeń, punktu widzenia, potrzeb, talentów i ograniczeń. Z poszanowaniem tej różnorodności w parze szłoby założenie, że wszyscy jesteśmy sobie równi, mamy równe prawa. Organizacja szanująca ludzi stwarza przestrzeń dla równych praw w różnorodności i czerpie z tego korzyści w postaci bogactwa perspektyw i pomysłów. Ludzie, którym okazywany jest szacunek mają okazję do bycia wysłuchanym i mogą angażować się w to, co robią. A przecież zaangażowany pracownik to klucz do sukcesu.

Turkusowa organizacja a bycie sobą w pracy

Brzmi to wszystko trochę niewiarygodnie, a jednak ma szansę działać. Wystarczy spojrzeć na przykłady takich firm jak Marco czy ostatnio opisywanych w kontekście działań CSR, a także do naszych poprzednich artykułów. . Okazuje się, że bycie sobą w pracy jest możliwe. Trzeba tylko znaleźć w sobie pasję, określić szczerze swoje mocne i słabe strony oraz trafić na ludzi, z którymi współpraca stanie się przyjemnością. Czy na pewno?

Rozproszenie decyzyjności i postawienie na podejmowanie działań w oparciu o wypracowane rozwiązania podczas spotkań na zasadzie, że wszyscy są równi, dzielą się doświadczeniem i dają każdemu prawo głosu, mogą budzić wątpliwości Spotkania mają ściśle określony format, gdzie osoby z natury dominujące lub mające łatwość w wypowiadaniu się oraz te z natury ciche, mają równe szanse bycia usłyszanym. Decyzje podejmowane są w odniesieniu do celu organizacji (nie partykularnych interesów) przez osobę lub grupę, która ma jasno zdefiniowaną odpowiedzialność za dany temat. Nie ma jednego decydenta. Każda osoba w firmie, w ramach pełnionych ról według talentów, chęci i możliwości, odpowiada za jakiś fragment pracy i w ramach tego fragmentu jest decyzyjna.

 Ale czy na pewno każdy się wypowie tak, jak uważa? Czy odważy się wyrazić swoje zdanie na forum, jeśli się z czymś nie zgadza? Czy będzie to miało jakikolwiek wpływ na podjętą decyzję?

Wspólny cel i wartości

Rolę wspólnego kompasu pełni silny i konkretny cel istnienia organizacji, który jest przywoływany jako nadrzędne kryterium w każdym procesie decyzyjnym. Transparentność informacji w całej firmie sprawia, że rolę kontrolną pełnią wszyscy, a nie tylko przełożony. Czy na pewno wszystko jest transparentne?

Kluczem do sukcesu jest tu wzajemne zaufanie i gra do jednej bramki. Dbałość o wspólną markę. Każdą organizację budują relacje. Wewnętrzne – te, które ją tworzą w środku i zewnętrzne – z dostawcami, klientami i środowiskiem. To one zapewniają rentowność i sens istnienia. Z jednej strony zarabia się na tym, że się coś produkuje i sprzedaje, ale przecież wartość firmy rośnie, gdy posiada zespół kompetentnych i szczęśliwych pracowników, którzy zbudowali rentowne (finansowo i nie tylko…) relacje z otoczeniem. Dbając o wspólną markę, dba się o jej jakość. Im więcej ludzi ufa marce, tym większa jej wartość. A z niczym innym nie utożsamiamy się tak bardzo, jak z realizacją pasji. Tylko czy na pewno można połączyć pracę z pasją?

Powraca więc pytanie  – czy w pracy można być sobą? Odpowiedź na to pytanie oraz te, które padły wcześniej pozostawiamy Wam, drodzy Czytelnicy. Jesień to dobry czas na refleksję.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *